Grzegorz Joachimiak

- muzykolog, badacz muzyki dawnej

  • Jesteś pierwszym absolwentem reaktywowanej muzykologii na Uniwersytecie Wrocławskim, który ukończył tu wszystkie stopnie kształcenia uniwersyteckiego: licencjat, magisterium i doktorat. Zdawałeś na te studia nie mając żadnego punktu odniesienia do wcześniejszych roczników. Jak teraz z perspektywy czasu oceniasz ten okres?

Większość młodych ludzi po maturze chyba nie zawsze jest pewna czy dany kierunek studiów to właściwa decyzja i czy oczekiwania kandydata na studia zostaną spełnione. Po Liceum Muzycznym im. K. Szymanowskiego we Wrocławiu, tzw. „Łowieckiej” wiedziałem, że na pewno chcę dalej rozwijać się w kierunku związanym z muzyką i chcę zostać we Wrocławiu. W czasie gdy zdawałem na studia licencjackie do wyboru miałem Akademię Muzyczną im. K. Lipińskiego, studia z zakresu akustyki na Politechnice Wrocławskiej i pojawił się wówczas nowy kierunek na Uniwersytecie Wrocławskim jakim była muzykologia. Realne szanse na zdobycie przepustki do świata studenckiego upatrywałem w studiach na wydziale instrumentalnym akademii muzycznej, ale postanowiłem również „sprawdzić się” podczas rekrutacji na muzykologii. Mimo że przedmiotem studiów na obu kierunkach jest muzyka, inny sposób w jaki się ją poznaje był już dostrzegalny w samym procesie wymogów rekrutacji, a potem w programach studiów. Ostatecznie studiowałem równolegle na Akademii Muzycznej i na muzykologii UWr, co nie było wówczas powszechne. Dla mnie było to niezwykle owocne doświadczenie ponieważ z jednej strony mogłem rozwijać poznawanie „muzycznego świata” w perspektywie kontynuacji umiejętności nabytych w średniej szkole muzycznej, z drugiej strony otwierały się przede mną szerokie uniwersyteckie drzwi „muzyki w kulturze”. Było to dla mnie absolutnie nowe i fascynujące połączenie wiedzy, doświadczenia w różnorodnym obcowaniu z muzyką i poznawaniu odmiennych sposobów patrzenia na twórczość muzyczną. W zasadzie ułatwiło mi to odkrycie mojej pasji do muzyki dawnej, którą obecnie zajmuje się zawodowo jako muzykolog.

 

  • Pracę doktorską napisałeś i obroniłeś w Instytucie Muzykologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Czy oznacza to, że całkowicie porzuciłeś doświadczenia wykonastwa muzyki?

Z grą na instrumencie jest chyba podobnie jak z jazdą na rowerze, może nie zawsze wygrywa się wyścigi, ale po nauce z lat dzieciństwa mimo dłuższej przerwy, potrafimy na niego wsiąść i dotrzeć do celu. Poza tym całkowite porzucenie gry na instrumencie chyba jest niemożliwe po wielu latach wytężonej pracy i pozytywnych wspomnieniach z procesu edukacji. Studia na obu kierunkach realizowanych dziennie nauczyły mnie jednak, że muszę określić swój „mainstream”, jeśli chcę na sto procent realizować swoje pomysły. Ja wybrałem drogę uniwersytecką, muzykologiczną, znam jednak osoby, które wybrały inaczej. Moja decyzja spowodowała jednak, iż musiałem przenieść punkt ciężkości swojej dotychczasowej aktywności na pracę badawczą, naukową, dydaktyczną, co ułatwiło mi rozwijanie się w innym kierunku, m.in. źródłoznawstwa muzycznego i hermeneutyki. Na ćwiczenie nie mam teraz zbyt wiele czasu, ale dotychczasowe umiejętności pozwalają mi czerpać wiele satysfakcji z wykonywanej muzyki. Co jednak istotne, umiejętności gry na instrumentach muzycznych pozwalają mi zauważać wiele istotnych problemów badawczych, a co najistotniejsze, pomagają w unikaniu niewłaściwych interpretacji aspektów wykonawczych spotykanych w źródłach podczas badań.

 

  • Opisz swoje projekty badawcze

Zawsze staram się, aby moja aktywność badawcza i edukacyjna łączyła w sobie elementy teorii i praktyki. Przykładem takiego połączenia może być płyta CD „Saint Amour. Muzyka z rękopisów tabulatur lutniowych cystersów krzeszowskich”, na której znajdują się utwory nie tylko przeze mnie przygotowane do wykonania, ale i częściowo zrekonstruowane. Innym owocem mojego teoretyczno-praktycznego zaangażowania jest projekt zrealizowany z Cyfrową Biblioteką Narodową „Polona” pt. Księga na lutnię, dostępny w formie audio-wideo na blogu „Polony”. W obu projektach wzięli udział czołowi artyści muzyki dawnej z Polski i zagranicy, a podstawą do ich realizacji były praca badawcza, którą wykonałem w ramach przygotowywania pracy doktorskiej. Nie stoję zatem obecnie w roli wykonawcy muzyki, ale dzięki nabytym wcześniej umiejętnościom i wiedzy muzykologicznej potrafię przeprowadzić badania począwszy od zdmuchnięcia kurzu z kart rękopisu poprzez identyfikację kompozytora oraz osób wykonujących wcześniej ten utwór, po wydanie edycji nutowej, a nawet doprowadzić do nagrania płyty, emisji na antenie Polskiego Radia czy TVP. Posiadanie tego „know how” jest zatem dla mnie podstawą w wykonywanej pracy muzykologicznej, w której obecne są nie tylko aspekty wykonawcze, ale i bezpośredni kontakt z muzykami, a niekiedy wręcz wpływ na interpretację wykonywanych przez nich utworów. Więcej o moich projektach przeczytać można na stronie internetowej.

 

  • Jakie są Twoje perspektywy funkcjonowania jako muzykolog, badacz i popularyzator muzyki dawnej?

W tym aspekcie możliwości jest dużo, ale są też pewne ograniczenia. Podstawą funkcjonowania każdego naukowca jest instytucja naukowo-badawcza dzięki której może realizować badania. Najpopularniejszą formą są uczelnie wyższe, ale w niektórych miejscowościach w Polsce i zagranicą istnieją też inne jednostki, których przedmiotem jest prowadzenie badań muzykologicznych, np. instytuty badań muzycznych, muzea, towarzystwa muzyczne, festiwale, wydawnictwa itp. Ja podjąłem decyzję o łączeniu pracy badawczej z dydaktyką. Po uzyskaniu tytułu doktora na UWr w 2016 r. otwierają się też przede mną nowe możliwości, w tym również perspektywa ubiegania się o pracę w strukturach uniwersyteckich. Priorytetem jest dla mnie możliwość rozwijania swojej naukowej pasji do muzyki dawnej, zwłaszcza kultury muzycznej Europy Środkowej w tym szczególnie terenów historycznego i obecnego Śląska oraz dawnej i obecnej Rzeczypospolitej. Wiążę się to zatem z możliwościami ubiegania się o granty badawcze, publikowania wyników swoich badań, uczestnictwa w konferencjach naukowych, prowadzeniem wykładów i dyskusji ze studentami, ale też zapewnienia życiowej stabilizacji.